Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 lutego 2015

Alex testuje sporty- cz.1 KULTURYSTYKA

Najbardziej oczywiste byłoby gdybym zaczęła od crossfitu, ale uznałam, że zacznę z  grubej rury, a mianowicie od kulturystyki. Sprawdzam sobie po kolei różne sporty na własnej skórze, w towarzystwie ekspertów i będę się dzielić z Wami wrażeniami! Let's go ;)!



Podejrzewam, że sama z siebie nigdy nie wpadłabym na to, żeby pójść na trening dla kulturystów, ale w związku z tym, że mam nową koleżankę, która w ten sposób ćwiczy to nie mogłam się nie skusić. Zdarzyło mi się na targach sportowych oglądać konkurs kulturystów, ale wytrzymałam tylko pół godziny, wydawało mi się, że to troszkę zbyt ryzykowne, że prycham śmiechem, kiedy z widowni padają okrzyki typu "Karol wypuść powietrze", "Sebastian, uśmiech i prawa bardziej do przodu", a panowie na scenie syczą jak materace w kolorze nutelli i uparcie mylą prawą stronę z lewą. Ja zupełnie niezłośliwie prychałam, rozumiem stres itd, ale faktem jest, że prychałam nieopanowanie. Obserwowałam też jednego pana jak robił pomki przed wejściem na scenę, ale w ogóle nie poruszały mu się przy tym mięśnie, co uznałam za bardzo nieładne. Wyszłam więc, decydując, że nie jest to sport dla mnie. 


Moja nowa koleżanka natomiast, nie smaruje się nutellą, nie ostrzykuje sterydami, lubi za to mieć ładne bicepsy i pośladki, więc trenuje wytrwale od dwóch lat. Absolutnie nie wygląda na przypakowaną, jest za to bardzo zgrabna i dobrze czuje się we własnym ciele, a to najważniejsze. Widziałam jej kaloryfer, więc jak zaprosiła mnie na wspólny trening zgodziłam się bez wahania;) Głównym celem treningowym dla kulturystów jest wypracowanie pięknej umięśnionej sylwetki pozbawionej tłuszczu. Są dwa rodzaje treningów, całościowy, czyli wszystkie partie mięśniowe na jednym treningu lub tzw. splity, czyli treningi dzielone, np. sławny leg day, tak często zgubnie przez panów pomijany, lub piątkowy trening przedimprezowy typu klata-plecy-barki, inaczej chest day; itd.


Trening rozpoczyna rozgrzewka, my chodziłyśmy kilka minut na bieżni bardzo wolnym tempem (4km/h), aby następnie przejść do ćwiczeń siłowych, z wolnymi ciężarami lub na przyrządach. Zaczyna się od największych mięśni, ponieważ to one zużywają najwięcej energii, mniejsze zostawiając na koniec. Każde ćwiczenie poświęcone jest rozwojowi konkretnego mięśnia i podczas ćwiczeń należy obserwować, czy się go czuje. Zakładam, że każdy ma swój indywidualny tryb, na naszym treningu robiłyśmy każde ćwiczenie 15 razy, po 3 serie. Jeśli o mnie chodzi, to trochę się nudziłam, oczywiście było bardzo sympatycznie, bo mogłyśmy w międzyczasie sobie porozmawiać, mogłam zadawać pytania i poszerzać wiedzę, ale na co dzień trochę szkoda byłoby mi czasu na takie odpoczynki. Mi osobiście więcej przyjemności sprawia, kiedy przez cały trening mam takie tętno, że raczej nie mogę rozmawiać. Wykonywałyśmy kolejno, ćwiczenia nóg, pośladków, pleców, rąk i brzucha. Pojawiły się doskonale mi znane martwe ciągi (inaczej się je wykonuje jeśli chce się rozwinąć mięśnie nóg, a inaczej jeśli mięśnie pleców), przysiady i wykroki ze sztangą, podciągnięcia, wyciskanie na ławeczce i wiele wiele innych. Na podstawie obserwacji, wyciągnęłam wnioski, że kulturystyka zdecydowanie buduje siłę i mięśnie, a  więc piękną sylwetkę, ale z drugiej strony dlatego, że angażuje minimalną ilość mięśni jednocześnie, a ćwiczenia wykonywane są dość statycznie, niestety nie rozwija kondycji, ani wydolności.



Moim zdaniem kulturystyka to świetny sport dla ludzi pilnych, pracowitych i uporządkowanych. Wymaga zaangażowania, liczenia kalorii, ale też daje pewność wyniku w postaci pięknej, w konkretny sposób wymodelowanej sylwetki, jeśli oczywiście przestrzega się diety i regularnie trenuje, rozwijając pożądane mięśnie. Są ludzie, którzy nie lubią się pocić, dla nich też byłby to dobry sport. Tak jak zwykle po crossficie jestem cała mokra, tak tu w zasadzie nawet nie musiałam się przebierać. Jeżeli ktoś lubi jasno określać cel i zmierzać do niego małymi pracowitymi, równymi kroczkami to świetnie się odnajdzie w takim rodzaju aktywności.

Oczywiście, wiadomo, że oglądane w lustrze mięśnie rosną szybciej, więc przeszłam też mini kurs z napinania ;););p;p




Kobiety często rezygnują z ćwiczeń siłowych, bojąc się "przypakowania". Uwierzcie mi, przypakować wcale nie jest łatwo. Do artykułu dołączam nasze zdjęcia ze wspólnego treningu, ja siłowo ćwiczę od roku, moja urocza koleżanka Daria, tak jak wspominałam od dwóch lat. Jak widzicie nadal posiadamy szyje, i jeszcze nie dobiłyśmy się do trzeciej kratki szeciopaka na brzuchu;)!! Jeszcze jedna ważna uwaga, panowie bodybuilderzy, syczą tak na tych konkursach nie bez powodu. Prawda jest taka, że w praktyce, jeśli nie jest się świeżo po treningu to wcale nie jest łatwo o widoczne mięśnie! Oczywiście pojawiają się jak się je napnie, ale przysięgam, np. mój kaloryfer jest jak Józek z piosenki Beatki Kozidrak, pojawia się i znika, w dodatku w identycznie nieprzewidywalny sposób. Naprawdę, konkretne, wiecznie widoczne i niczym niewzruszone mięśnie to efekt wielu wielu lat pracy, dlatego, porzućcie ostatnie obawy związane z muskularną sylwetką! Jeśli jakimś cudem, któryś mięsień Wam spuchnie za bardzo, to wystarczy przez tydzień go mniej używać i znika. Niestety, takie życie, to co wypracowało się przez miesiące treningów, traci się w tygodnie odpoczywania. Bez stresu jednak, pamięć mięśniowa to cudowny wynalazek Matki Natury, pozwala szybko wrócić do formy ;)

Czuję pismo nosem, że wiele z Was chciałoby spróbować ćwiczeń z wolnymi ciężarami, ale się czasami wstydzi, albo po prostu nie do końca wie jak za to zabrać. Bez obaw, uratujemy Was, dzieląc się wiedzą i techniką ;) Stay tuned!!


PS. Oczywiście powyższe opinie są subiektywne, ale starałam się wniknąć w temat możliwie głęboko ;)






poniedziałek, 16 lutego 2015

Zimowy runmageddon RUKRUT- relacja ;);)

14 lutego o godzinie 9, ¾ drużyny o wdzięcznej nazwie Bozony Higgsa zebrało się u mnie w kuchni, aby spożyć posiłek przedwyścigowy w postaci kaszy jaglanej zapiekanej z jabłkami, celem zapewnienia sobie siły i odpowiedniej temperatury ciała. Czwarty członek drużyny, który na śniadanie nie dotarł, zostawał później trochę w tyle, więc wynika z tego, że rzeczywiście dobre śniadanie to absolutny must-have przed takim wysiłkiem ;). Ja przywdziałam różowe trykoty licząc, że później będzie mi łatwiej odnaleźć się na zdjęciach. Później okazało się, że jak zwykle nie miałam szczęścia i prawie nie mam zdjęć z trasy, ale cóż, już się powoli przyzwyczajam ;). Nie to jednak było najważniejsze!! Ależ to był wspaniały bieg! Pogoda dopisała, był to jeden z bardziej słonecznych i ciepłych dni tej zimy. Tradycyjnie start z końskich boksów, a później pierwsza przeszkoda, która na samym starcie pozbawiła mnie opuszków, a mianowicie zjazd do opróżnionego basenu (większość ludzi wybrała metodę ślizgu na tyłku), a później wydostanie się z niego, co zdecydowanie ułatwiła współpraca drużynowa.

 Później czekały na nas biegi z oponami, podciąganie na linie, przechodzenie przez pionowe ścianki, wspinaczka na pochyłe ścianki, ciągnięcie kamiennych klocków na linach, czołganie pod drutem kolczastym, przedzieranie się przez błota i krzaki i wiele innych. Najciekawsza była całkiem nowa przeszkoda, a mianowicie wysoka betonowa ściana, na którą trzeba było wspiąć się po luźno zwisającej linie, a  zjechać po przyczepionej do.. drzewa? W sumie nie jestem pewna, nie przyjrzałam się w tych emocjach ;) Wysokość była konkretna, szczególnie dla kogoś kto ma całe 1,6m wzrostu ;) Na szczęście z pomocą cudownych jak zwykle przemiłych panów udało mi się uporać i z tą przeszkodą. Generalnie skakałam jak sarna, bezproblemowo ,przez wszystkie końskie przeszkody, przez sznurki rozwieszone po lesie, przez błotne góry również, ale wywaliłam się na prostej drodze, potknąwszy się o korzeń;). Jak w życiu, nigdy nie wiesz gdzie czyha zagrożenie;)! Jedyna przeszkoda, która pokonała mnie, a nie ja ją to przeszkoda matematyczna;p jednak trudno dodaje się liczby trzycyfrowe prawie pod sam koniec takiego biegu ;) Nie musiałam robić karnych burpees, natomiast musiałam zrobić dodatkową rundę z kamiennym klocem, a był to jedyny ciężar, który był taki sam dla kobiet i mężczyzn. Na szczęście pomógł mi kolega z drużyny, więc nie musiałam spędzić tam czasu do wieczora;). Czas miałam prawie dwa razy dłuższy niż na poprzednim rekrucie, ale wtedy leciałam jak szalona, a teraz się umówiliśmy więc honorowo czekaliśmy, aż cała drużyna do nas doleci. Nie szkodzi jednak, przynajmniej miałam czas, żeby choć trochę bardziej przyjrzeć się przeszkodom.

Dla tych, którzy jeszcze nie biegli, a rozważają udział, mam poradę, lećcie na rekord, szybko i szaleńczo, bo wtedy nie ma ani chwili na strach, czy na zastanawianie się nad wysokością ścianek, na lęk wysokości i myślenie o tym czy coś was boli. Jak się biegnie tak na czilu to ścianki wydają się wyższe, a to zupełnie bez sensu. Runmageddon to miejsce na pokonywanie siebie i własnych lęków i słabości, nie na refleksję nad życiem ;) Staram się zrobić relację, ale tak naprawdę tego nie da się opisać, nawet filmy nie oddają zabawy i wyzwań, które będą czekać na Was na trasie. Trzeba to przeżyć na własnej skórze;) I szczerze mówiąc, jeśli jesteś zdrowy, masz sprawne ręce, nogi i tylko lenistwo trzyma Cię na kanapie to nie zastanawiaj się ani chwili tylko spróbuj. Ja jeszcze trzy miesiące temu płakałam, bo lekarze powiedzieli mi, że nigdy nie będę mogła ani latać runmageddonów, ani podnosić ciężarów, bo mogę stracić wzrok, a kocham to robić. Był to dla mnie bardzo ciężki wybór, hobby, czy wzrok. Dlatego poważnie i spokojnie podeszłam do leczenia, nauczyłam się pokory i odpuściłam trening na jakiś czas i udało się wyprowadzić na prostą moją siatkówkę. Nie mogę jeszcze bić własnych rekordów, ale znów trenuje i biegam w Runmageddonie , bo MOGĘ. I na 12kilometrowego classica mam już ambitniejsze plany jeśli chodzi o wynik;)!
Więc bez wymówek!! Rusz się i podejmij wyzwanie ;);) !!


Jeśli brakuje Ci motywacji, żeby zacząć ćwiczyć i podejmować wyzwania, czy to sportowe, czy osobiste to nie zastanawiaj się dłużej, tylko po prostu zrób pierwszy krok. Jeśli nie wiesz jak, daj znać, coś wymyślimy;)







wtorek, 27 stycznia 2015

Motywacja do sportu

Całe życie coś trenowałam, niestety nigdy dłużej niż kilka miesięcy. Uwielbiałam spinning, grałam w tenisa, trenowałam karate i milion innych. Oczywiście nie wszystko na raz. Jak poszłam na studia jakoś tak wyszło, że trenowałam dużo mniej i zrywami. Klasyczne robienie formy do bikini itd., niestety z różnym skutkiem. Nawet całkiem sporo biegałam, ale to nie było to. Zawsze lubiłam u kobiet wyraźnie zarysowane mięśnie i swego czasu naoglądałam się milionów zdjęć pań trenujących z ciężarami. I w końcu na początku zeszłego roku naszła mnie ochota, aby podobne mięśnie wyprodukować u siebie. Poszłam na siłownię i powiedziałam trenerowi jakich efektów sobie życzę, że podobają mi się sztangi, mogę biegać, a jak już ćwiczę to lubię bardzo się zmęczyć. I tak zostałam fanką przysiadów ze sztangą. Moje najważniejsze odkrycie po roku naprawdę intensywnych ćwiczeń, jest bardzo proste, nie należy ćwiczyć, żeby się odchudzić, należy znaleźć taką dyscyplinę, albo formę sportu, którą po prostu pokochasz. Ja pokochałam ciężary i tak trafiłam na crossfit. W międzyczasie jednak moja motywacja była bardzo dobrze pielęgnowana, ponieważ stało się coś genialnego, znajomi wymyślili, żebyśmy wzięli udział w Runmageddonie. Od razu obejrzałam filmiki, przeraziłam się niesamowicie, ale wiedziałam, że muszę to zrobić. I wtedy przestałam trenować tak, żeby dobrze wyglądać, zaczęłam analizować przeszkody i to jakich mięśni, czy umiejętności będę potrzebowała, żeby nie zrobić sobie siary podczas biegu i w ten sposób ćwiczyłam. Zażarcie i prawie codziennie. Biegałam interwałami, ćwiczyłam z  ciężarkami, ze sztangą i ciągle się cieszyłam bijąc swoje małe rekordy, a to kilka kilo więcej dźwignęłam, a to nagle mogłam biec 14km na godzinę zamiast 10. Wszystko wychodziło mi w liczbach i sukcesywnie stawałam się lepszą wersją siebie. I za każdym razem sprawiało mi to ogromną radość. Runmageddon udało mi się przebiec w całkiem przyzwoitym czasie, nie ominąwszy ani jednej przeszkody. Nie ukrywam, że to fantastyczne uczucie i polecam każdemu. Można przeżyć katharsis przez sztukę, a  ja myślę, że przeżyłam katharsis przez błoto. Nie pamiętam wszystkich momentów biegu, bo to było za dużo emocji, ale pamiętam to cudowne uczucie wolności, po tym jak już przeczołgałam się pod drutem kolczastym, przełaziłam przez bajora, w których wcześniej nigdy nie zamoczyłabym nawet palca z obrzydzenia, przelazłam przez ściany mimo, że mam lęk wysokości, dźwignęłam oponę od traktora, przeskoczyłam przez ogień i wykąpałam się lodowatej wodzie, wiedziałam, że jest jeszcze kilka takich atrakcji przede mną, ale już nic nie było mi straszne. Niczym się nie przejmowałam, nic nie było ważne, mogłam wszystko i z rozpędu, żeby właśnie nie zrobić sobie siary przed panami, którzy mnie doganiali, pokonałam wszystkie swoje fobie. Ta wolność, mimo błota wokół, była tak oczyszczająca, tak relaksująca, że przysięgam, polecam każdemu spróbować tego doświadczyć. Oczywiście zrobiłam się głodna wrażeń i zaczęłam trenować jeszcze więcej. I tak zaczęła się moja przygoda z crossfitem. Nawet jak miałam urwanie głowy w pracy i spałam nieraz po 4h, i tak byłam minimum 3 razy w tygodniu na treningu. Bo po prostu to jest coś co kocham. I dzięki temu nigdy nie brakuje mi motywacji. Bo nie chodzę na sporty się odchudzać, ale robię je FOR FUN ;)!!
Dlatego namawiam Was do tego, żeby olać odchudzanie, tylko znaleźć coś, co będziecie robić z przyjemnością, bo wtedy nigdy zabraknie Wam motywacji;)!!

Nie doceniałam tego, że mogę ćwiczyć dopóki nie nadwyrężyłam sobie kolana, co oczywiście zbagatelizowałam i przerodziło się w kontuzję uniemożliwiającą mi ćwiczenie, a co najgorsze robienie przysiadów. Więc jeśli jesteś zdrowy, nie masz uszkodzonych kolan, rąk, wzroku, a chcesz wyglądać świetnie, to rusz się i ćwicz! Bo możesz! Ja przeżyłam największe wzruszenie w tym roku, jak po raz pierwszy od 2 miesięcy zrobiłam przysiad. A nawet 3. Odczekałam ile trzeba, ale z tej drogi nie ma odwrotu;). Już zawsze będę trenować i moja forma życia będzie co roku lepsza. Zwykle wymaga to dużej samodyscypliny, żeby zacząć ćwiczyć i robić to regularnie. Ja musiałam się zdyscyplinować, żeby nie trenować i każdy kto kocha sport dobrze mnie zrozumie. Ważne, że się udało ;). Zauważcie, że często jest tak, że ludzie, którzy są dobrzy w sporcie odnoszą też sukcesy w innych dziedzinach. Rozwinę chyba ten temat w kolejnej części moich przemyśleń ;)..

A poniżej zdjęcia z biegu oraz formy zrobionej dzięki przygotowaniom do niego ;)